Dubai Creek

AZJATYCKI TRYPTYK cz. 3 Dubaj

 

Dalekie spotkania z Bliskim Wschodem

 

Pustynia. 50 lat temu było tu miasteczko zamieszkiwane przez niespełna 60 000 osób.  Do XIX wieku mieszkańcy trudnili się głównie rybołówstwem. Dziś mieści się tu największe centrum biznesu, handlu i turystyki na Bliskim Wschodzie. Czego spodziewać się po Dubaju? Przepychu, luksusu i blichtru, czy może gwarnych kawiarenek i parków, w których przesiadują mieszkańcy?

 

Zbudujemy kraj nad kraje! Tylko zechciej chcieć – i potraf!

Tak śpiewał Jacek Kaczmarski w Czastuszkach o pierestrojce. Czy ród Al Maktum zbudował kraj nad kraje? Z pewnością Dubaj imponuje przepychem. Wszystkiego musi być najwięcej. Najwyższy budynek świata – proszę bardzo! Najdroższe samochody? Tylko spójrz na Lamborghini i Ferrari na ulicach. Największe lotnisko? Zobacz port międzynarodowy. Co właściwie zatrzymalibyśmy mówiąc „stop” rozwój, czy szaleństwo?

Wszystko ma swoją cenę. Turyści są gotowi płacić, żeby zaznać trochę arabskiego luksusu. Zatrzymujemy się w skromnym, dwugwiazdkowym hotelu, jednak cena za dobę w pokoju to prawie 300 złotych. Nie ma lekko. Spragniony schodzę do lobby po wodę mineralną.

Jedna butelka? Poproszę, 15 dirhamów – odpowiada uprzejmie brodaty sprzedawca.
1,5 dirhama, tak? – dopytuję, licząc że tylko się przesłyszałem.
Nie, 15 dirhamów – ponownie odpowiada mężczyzna z hotelowego lobby.

Rano planujemy spacer. 100 metrów od hotelu kończy się chodnik, więc musimy przeciskać się między przejeżdżającymi obok samochodami. Tu Hummer, tam Mustang, jest nawet Maybach, którego wyprzedza skromne Porsche 911. Jak to rozumieć? Jak się do tego odnieść? Za pół godziny pewnie oswoję się z tym widokiem, zupełnie go ignorując, ale teraz? Może powinienem się oburzyć. Krzyknąć, że to zgniły kapitalizm, że burżuazja, że wyzysk, że robotnicy są ciemiężeni. Powiedzieć dokładnie tak, jak mówiono jeszcze 30 lat temu w Polsce. A może lepiej podziwiać te doskonałe bogactwo, którego nigdzie w Europie nie widziałem? Przecież najbogatsi ludzie tworzą miejsca pracy, przed laty musieli połączyć talent i wysiłek, żeby dojść do swojego majątku. Koniec końców człowiek i tak dąży do tego, żeby się bogacić, a tutaj wielu się już to udało. Z rozmyślań wyrywa mnie kawałek chodnika, który prowadzi do stacji metra.

 

Dubaj hotel

Dubaj centrum

 

Świat zza szyby

Wchodząc do metra nie wiedziałem, że  miasto można zwiedzić nie opuszczając klimatyzowanych budynków. Wszędzie prowadzą nas tunele, przejścia, podziemne korytarze i metro. To nie jest miasto dla spacerowiczów.

Wsiadamy do wagonu metra. Jeden zawsze jest wydzielony wyłącznie dla kobiet. Mężczyzna, który tam wejdzie, w najlepszym wypadku spotka się z wrogimi spojrzeniami, w najgorszym przyjdzie mu zapłacić 100 dirhamów grzywny. Metro jest zatłoczone, ale próżno szukać tu autochtonów. Nie mam pomysłu jak do nich dotrzeć. Tym bardziej, że aktualnie ściskam się pośród robotników z Indii i Pakistanu. Jedni mają na głowach turbany, inni plastikowe kaski. Wszystkich łączy cel przyjazdu do Zjednoczonych Emiratów – praca.  A tej w Dubaju nie brakuje. Zza okna metra widać pracujące żurawie, tu zabrzmi młot pneumatyczny, tam błyśnie ogień spawarki.

Ładnie wygląda Dubaj zza okna Wokół piętrzą się szklane drapacze chmur. Widać wystawne sklepy, kilka meczetów, jakiś hotel.

Odwiedzamy Mall of Emirates. Nie musimy wychodzić z metra. Kilometrowym tunelem docieramy do centrum handlowego, w którym mieści się stok narciarski. Oczywiście nie przyjechałem tu jeździć na nartach, ale taka ciekawostka zostaje w pamięci. Śnieg w centrum handlowym, które znajduje się na pustyni? – bardzo proszę. Kilku robotników robi zza szyby zdjęcia tego kuriozum. Mijamy butiki najbardziej znanych projektantów mody, salony jubilerskie Swarovskiego, jest nawet Hermes. Ciekawe jak ten cały przepych ma się do zasad islamu. Konsumpcjonizm i przepych reprezentuje dokładnie to z czym świat islamu zdaje się walczyć, nazywając to upadkiem, zepsuciem i upadkiem moralności. Ale tutaj jednak nikt się nie wysadza. To nie Afganistan – tam w zeszłym roku doszło do ponad 50 zamachów terrorystycznych. Tutaj nikt nie zabija niewiernych. Kobiety w krótkich spódniczkach z odkrytymi ramionami nikogo nie gorszą. Jak to właściwie działa? Czy chodzi o pieniądze?

Podobny klimat bogactwa jawi się w Dubai Mall. Pod względem powierzchni, to drugie największe centrum handlowe na świecie. Znowu salony jubilerskie, znowu butiki. Kryształowe żyrandole, akwarium z rekinami. Właśnie tu spotykamy największe tłumy ludzi, a jest piątek (w islamie dzień wolny) spacerowe bulwary pozostają puste. Dubaj to nieprzeciętne miasto.  Nieprzeciętnie nadęte, zmanierowane i jakby martwe. Ktoś poskładał kilka zestawów puzzli w jedną, dziwną układankę. W całym centrum próżno szukać ulicznego gwaru, czy liczyć na słynną, bliskowschodnią gościnność i otwartość. Tu są puzzle z zachodu – korporacje, banki, centra handlowe. Tam puzzle ze wschodu – wiecznie zmęczeni, przepracowani robotnicy z Indii i Pakistanu. Układanka jest chaotyczna i nieciekawa.

Stoję na 125 piętrze najwyższego budynku na świecie. Przez okna patrzę na pustynię, z której wyrastają wieżowce. Krajobraz jest post apokaliptyczny. Mała wioska rybacka, najpierw przekształciła się w miasteczko, by wreszcie stać się metropolią, a to wszystko na pustyni. Za nią widać już tylko bezkresne wody Zatoki Perskiej, w których mieni się słońce.

 

Burj Khalifa

Pustynia

Dubaj

Dubaj panorama

 

Podyskutujmy o gustach

Złote zegarki, drogie samochody, eleganckie Kandury spryskane zbyt dużą ilością wody toaletowej. Ten przepych, może i ekstrawagancki, przypomina raczej jedzenie pizzy za pomocą sztućców, niż nieco zbyt ekscentryczną poszetkę w brustaszy. Najbardziej drażni mnie ta przeklęta pretensjonalność, chłodny dystans, brak jakichkolwiek emocji, uśmiechu. To miasto robotów, a nie ludzi!

Właściwie, to może być pierwsze miejsce na świecie, które naprawdę zastąpi ludzi robotami. Poczekajcie tylko kilkadziesiąt lat, może trochę dłużej, a robotnik, rolnik, hodowca, przedsiębiorca staną się anachronizmami. Już dzisiaj metro jest całkowicie bezzałogowe.

 

Pustynne Safari

Wycieczka na pustynię to, obok wjechania windą na 125 piętro Burj Khalifa, najpopularniejsza rozrywka w Dubaju. Na kierowcę mamy czekać pod centrum handlowym. Naganiacze próbują skojarzyć jednych i drugich, ale idzie im to opornie. Kiedy znajdujemy swojego kierowcę, jedziemy jeszcze w kilka punktów Dubaju i na pustynię. Oddalamy się od miasta i zabudowa nie jest już tak gęsta. Na przedmieściach Dubaju, mijamy betonowe ogrodzenia, strzegące wejścia do niegustownych willi. Kierowca zjeżdża z autostrady, tuż przy granicy z Omanem. Tu przesiadamy się z busa na samochód terenowy. Program Safari jest ciekawy, ale tylko na papierze. Rozrywka i cały klimat jest bardzo jarmarczny, skrojony pod oczekiwania turystów. Oni bawią się dobrze. W sumie nie wiem czego tak się czepiam. Co, może spodziewałem się wyprawy na wielbłądach, która odkryje przede mną prawdziwą pustynię? Tylko my i berberyjscy przewodnicy? Nie, nie oszalałem. Z drugiej strony fakt, że z pustyni widać autostradę pełną samochodów i trakcje wysokiego napięcia, wydaje się trochę żenujący. To taki teatr iluzji. Jeżeli naprawdę bardzo chcesz, możesz poczuć się jak na pustyni, wykadruj tylko obraz. Inna sprawa, że jak dodamy do tego tancerzy ognia i mężczyzn pogwizdujących na widok pokazu tańca brzucha, to robi się raczej cyrk, nie teatr.

Zachód słońca przekonuje mnie jednak, że warto było tu przyjechać. W ustach zgrzyta mi piasek, ale to nie ważne. Jestem tylko ja, narzeczona i pustynia. Przynajmniej w iluzji.

 

Pustynia może wyglądać tak…

Pustynia

 

…i to jest ta sama pustynia.

To też pustynia

 

Bliżej tradycji

Czy w ogóle możliwe jest to, żeby choć na chwilę, gdzieś zbliżyć się do Dubaju, który istniał kiedyś? Do tradycji budynków z piaskowca, a nie szkła? Cień szansy daje okolica Fortu Al Fahidi. Niska architektura, mniej przepychu, ale równie dużo turystów co w centrum. Przepływamy kanał Dubai Creek łodzią Abra.

 

łódź

Dubai Creek

 

Skąd jesteście? – zagaduje mnie dwóch mężczyzn, w chwili gdy łódź zaczęła się lekko kołysać – z Polski – odpowiadam młodszemu, który przekłada to na Urdu pasażerowi obok.

Coraz więcej pytań zadaje starszy mężczyzna, sprowadzając młodszego do roli tłumacza. Rozmawiamy chociaż wiem, że za chwilę zapomnę ich twarze. Zawsze tak jest, ale nie, chyba nie tym razem. Ta twarz skrywa w sobie szlachetną mądrość, oczy emanują spokojem i ciekawością. Ja również jestem ciekawy, skąd wziął się w Dubaju. Wygląda jak starzec z afgańskiej wioski, a nie jeden z bezwstydnie bogatych naftowych baronów. Po chwili rozmowy, łódź dobija do brzegu po drugiej stronie kanału. Starzec podaje mi rękę i kiwa głową trochę jakby z aprobatą. Teraz rozmawiamy już tylko z młodszym.

Wiesz może gdzie kupimy tu przyprawy, gdzie jest targowisko?
Wiem, jak chcecie mogę Was zaprowadzić.
A to nie kłopot?
A skądże, jesteście małżeństwem?
Jeszcze narzeczeństwem, bierzemy ślub latem.
O jak wspaniale! – uśmiechnął się, jakbym był członkiem jego rodziny. Rozmawiamy jeszcze chwilę o jego rodzinnym Pakistanie. Za wszelką cenę chce nas przekonać, że tam jest bezpiecznie, że musimy tam przyjechać. Potem temat rozmowy schodzi na Nanga Parbat, pytam czy słyszał o ostatniej polskiej wyprawie.

Nie mogliśmy im już pomóc. Było za późno. To było u nas bardzo duże wydarzenie, media to relacjonowały – odpowiedział.

Po 10 minutach spaceru każdy idzie w swoją stronę. On na spotkanie handlowe, my do hurtowni przypraw.
Tu nie ma sprzedaży detalicznej – informuje sprzedawca – ale zaprowadzę Was gdzie indziej.
Kluczymy tak może z 10 minut i jesteśmy na ulicy, którą lepiej czuć niż widać. Zapach szafranu, curry, papryki, miesza się z zapachem kadzideł. Targujemy się dzielnie, ale i tak wydajemy resztki pieniędzy na kilka przypraw. Znajomi będą mieli prezenty. Po chwili znajdujemy łódź, potem metro, potem autobus i w końcu jesteśmy na lotnisku Al Maktoum. Zdecydowanie przyjaźniejszym niż znane z National Geographic megalotnisko.

 

Dubaj centrum


 

Między domem a domem

To ostatnie chwile w Dubaju. W tej podróży byliśmy też w Japonii i na Filipinach. Zmęczenie daje się we znaki. Za godzinę znów stewardesa przejdzie przez pokład samolotu, sprawdzi czy podróżni zapięli pasy, po czym życzy nam przyjemnego lotu. Kapitan przedstawi się, poda temperaturę w Katowicach: -7 stopni. Zapadam w sen, są w nim filipińskie dzielnice nędzy, poukładane życie japońskich salarymanów i nieograniczone bogactwo arabskiej ropy. My? Pozostaniemy w drodze. Między wschodem a zachodem, między biedą a bogactwem, miedzy tym co chcą nam pokazać, a tym co chcemy zobaczyć, między domem a domem.

Bądź zawsze na bieżąco - subskrybuj
RSS
Follow by Email

16 myśli na temat “AZJATYCKI TRYPTYK cz. 3 Dubaj

  1. Kilka miesięcy temu w hostelu w Malezji poznałam Pakistańczyka, który też za wszelką cenę przekonywał o bezpieczeństwie swojego kraju. Mówił, że sposób w jaki Pakistan jest przedstawiany przez media jest bardzo krzywdzący. Chyba faktycznie czas się wybrać i przekonać na własne oczy! PS. Dubaj jest cudny!

    1. Dzięki za komentarz! Wydaje mi się, że poza terenami opanowanymi przez Talibów to kraj serdecznych i bezinteresownych ludzi. Taki przynajmniej obraz Pakistanu rysował w swojej książce ,,Świat równoległy” Tomek Michniewicz 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  2. Stary Dubaj jest już chyba tylko w ekspozycjach Muzeum Dubaju, w zabytkowej dzielnicy Bastakija. Emiratczycy szczycą się swoją przeszłością, tworzą wspaniałe muzea, gdzie podziwiać można nie tylko zabytkowe eksponaty, ale też wiele prezentacji multimedialnych. Wstępy są bardzo tanie – w przeliczeniu ok. 5 zł. Szczególnie warte polecenia jest Muzeum Cywilizacji Islamu w Szardży.

    1. Poniekąd tak 😀 warto chociaż na kilka godzin zajrzeć do miasta, tyle w zupełności wystarczy na główne atrakcje 😉

Dodaj komentarz