Epos helleński czyli 3 dni na Ateny i Peloponez

 

,,Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, którzy próbuje go ożywić” – ponad dwa tysiące lat temu miał tak powiedzieć Sokrates. Wybraliśmy się do stolicy Grecji sprawdzić czy Ateny zmieniły się od czasów jednego ze swoich najwybitniejszych mieszkańców.

 

Praca magisterska, praca kelnerki czy praca syzyfowa – myślę, że każdy z naszej trójki miał dość pracy jaka by nie była. Z odpowiedzią przybył Ryanair. Loty do Aten z Modlina za 250 złotych to argument najcięższej wagi. Kupujemy. Czekają nas trzy dni w Grecji. Zgodnie z popularnym stereotypem Grecja to kraj bumelantów. A my chcieliśmy rzucić wszystko i odpocząć kilka dni. Kilka czerwcowych dni. Najlepiej gdzieś gdzie na początku czerwca będzie ciepło i leniwie.

Wpadliśmy na pomysł, że dwie noce spędzimy w Atenach, a jedną poza nimi. Wypożyczymy samochód, pojedziemy ile sił za Ateny, rozbijemy się na skraju plaży pod gołym niebem i pijani życiem pójdziemy spać. Plan był pełen spontaniczności i szaleństwa trochę jak powieść Jacka Kerouaca. Wprawdzie czołowy bitnik ukradłby samochód nie wypożyczył, upiłby się whisky, nie życiem i zmajstrował kilka innych akcji, ale i tak było w tym coś szalonego.

Wylot z Modlina mieliśmy o 18:40, więc na 17:00 ugadaliśmy transport z Warszawy na lotnisko. Czekamy w umówionym miejscu na kierowcę. Godzina 17:10, 17:20, 17:30, 17:40. Zaczyna mi się robić niedobrze. Transport utkwił gdzieś na rondzie ONZ a ja czuję, że samolot odleci bez nas. Obok jest postój taryf. Pytam ile zapłacimy za kurs na Modlin bez taksometru. ,,100 złotych“. Przetrzepaliśmy kieszenie, ale nawet wspólnymi siłami tyle nie zbierzemy.

A 20 euro i 20 złotych, może być?

Wsiadajcie.

Zdąży Pan?

Postaram się.

Dał radę, 18:15 byliśmy na lotnisku. Szybka odprawa i lecimy. Przyjemny lot, nawet trochę się przespałem. Lądujemy po 22 miejscowego czasu. Kierujemy się w stronę biur wypożyczalni samochodowych. Załatwiamy papiery i odjeżdżamy Skodą Citygo. Dała radę po skutej lodem Islandii, zobaczymy jak poradzi sobie po wypalonej słońcem Grecji.

 

W stronę słońca

Jedziemy w Kierunku Nafplionu, autostradą. Słuchamy greckiego radia i rozglądamy się za czymś do zjedzenia. Stajemy na stacji benzynowej. Kupujemy śmieciowe żarcie, bo innego tam nie ma i jedziemy dalej. Około 1 rano dojeżdżamy w okolice Nowego Koryntu. Wybieramy miejsce na nocleg. To pusta, kamienista plaża obok niezbyt uczęszczanej szosy. Maciek śpi pod gołym niebem, ja z Judytą w samochodzie. Idylla.

 

IMG_3176

 

IMG_3174

 

Kilka godzin snu i budzimy się w gotowości do dalszej drogi – kierujemy się do starożytnych Myken. Docieramy do cytadeli mykeńskiej, największe wrażenie robi Lwia Brama datowana na II tysiąclecie przed naszą erą. Wokół cytadeli rysuje się górzysty krajobraz aż po horyzont wypełniony drzewkami oliwnymi. W pobliżu cytadeli znajduje się Skarbiec Atreusza – grobowiec wzniesiony w epoce mykeńskiej. Do czasu kiedy w Rzymie zbudowano Panteon była to największa kopułowa budowla świata. W 1836 roku odwiedził ją Juliusz Słowacki, dla którego Skarbiec stał się inspiracją do napisania ,,Grobu Agamemnona”.

 

IMG_3232

 

IMG_3202

 

Docieramy do Nafplionu. W latach 1823-1834 była to stolica Grecji. Trudno znaleźć miejsce do zaparkowania. Kiedy w końcu udało nam się zatrzymać samochód otoczyła go gromada cygańskich dzieci. Daliśmy im 2 euro na odczepnego. Cała szarańcza jednak nie odpuszcza i lezie za nami przez cały parking. W końcu na widoku pojawia się policjant a dzieci znikają. Nafplion jest dla mnie archetypem południowego, europejskiego miasta. Palmy, średniowieczne ruiny, kamienice – cudo. Nie widziałem tam zbyt wielu turystów, szczególnie zorganizowanych grup chodzących z parasolami itd. Dłuższą chwilę spędzamy w portowej części miasta – palmy, błękitna woda, mało ludzi. Obrazy jak z pocztówek. Poczuliśmy się nieco głodni i ruszyliśmy w kierunki restauracji. W jednej z nich zamówiliśmy musakę.

 

IMG_3302

 

IMG_3313

 

IMG_3317

 

IMG_3324

 

IMG_3328

 

Pełni energii ruszamy zobaczyć zamek Palamidi. Jest to twierdza położona na wzgórzu u szczytu Nafplionu. Warto tam wejść. Można przespacerować się po ogrodach, swobodnie podziwiać pozostałości twierdzy, ale przede wszystkim zobaczyć panoramę Nafplionu, czas znowu płynie wolniej.

 

IMG_3472

 

Ale nam potrzebny był nie tylko odpoczynek w stylu bakpakera. Nam potrzebne było prawdziwe lenistwo. Następny cel wydawał się oczywisty – plaża. Jedną z piękniejszych jakie udało nam się namierzyć jest Karathona. Pakujemy ręczniki i lecimy pływać. Plaża jest praktycznie pusta. Oprócz nas na horyzoncie jakaś para i facet wypożyczający w zestawie leżaki i parasole. Siedzi tam samotny, niczym bohater obrazów Edwarda Hoppera, więc pomyślałem, że poprawię mu humor i spytam o cenę. Była równie wysoka co otaczające zatokę wzgórza, więc po próbie negocjacji obaj wyglądaliśmy na samotnych i zmartwionych. Każdy był niezadowolony i każdy poszedł w swoją stronę. On do swojej kantyny, ja do Judyty i Maćka. Karathona jest godna polecenia, wygląda trochę jak europejska wersja australijskiej Shark Bay. Dodatkowym atutem jest duży, bezpłatny parking i darmowe prysznice.

 

IMG_3359

 

Z plaży udaliśmy się do miejscowości Epidauros. Znajduje się tam starożytny teatr, który może pomieścić ponad 14 000 widzów. Akustyka wprawiła nas w osłupienie. Usiedliśmy w najbardziej oddalonych rzędach i wyraźnie słyszeliśmy rozmowy osób znajdujących się na ,,scenie”. To pozwala zrozumieć dlaczego Grecy w starożytności byli przed resztą świata.

 

IMG_3441

 

IMG_3518

 

Leniwy pośpiech – Ateny

Dzień zaczął się kurczyć do niebezpiecznych rozmiarów. Powrót na lotnisko i stamtąd metrem do Aten. Nie stać nas na hostel, więc za pośrednictwem couchsurfingu korzystamy z gościnności Christosa. Ta forma noclegu ma jeszcze jeden plus – pozwala spojrzeć na Ateny z perspektywy ich mieszkańca. Chris zgadza się przenocować nas w stolicy przez dwie noce. Sam pracuje od 7 rano, więc obiecuje nam towarzyszyć, ale głównie wieczorami.

Pytam Christosa o kryzys ekonomiczny:

– Czy przeciętny mieszkaniec Grecji odczuwa skutki kryzysu ekonomicznego?

– To zależy gdzie dokładnie mieszka. Jeśli na jednej z wysp i zajmuje się turystyką, hodowlą lub rolnictwem (jak jego rodzice), to o kryzysie nic nie słyszał i być może nie wie nawet za bardzo na czym polega Unia Europejska. Jeśli pracował w korporacji albo na państwowym etacie w dużym mieście jak np. w Atenach, to możliwe, że dziś jest bezrobotny.

Rozmawialiśmy tak do późna o kulturze, nauce, polityce i jedzeniu. A propos na kolację Christos zrobił nam sałatkę grecką. Potem jeszcze zamówiliśmy souvlaki w picie, z dowozem to koszt 1,5 euro za osobę. Lokalnie, tanio i smacznie. Powoli nabieram wrażenia, że mam na imię Jákowos, a nie Jakub.

Christos prosi nas, żebyśmy wyszli z jego mieszkania o 6:30 rano, bo o tej godzinie sam wychodzi do pracy. Pytam czy pobudka o 6 rano nam wystarczy. Patrzy na mnie ze zdziwieniem i mówi ,,Ja wstaję o 6:20, nie musicie szybciej. Wyrobicie się“.

Daliśmy radę. Zaskakuje nas tempo życia. Ulice zalane samochodami i pędzącymi pracownikami dużych korporacji, otwarte kawiarnie, w których przesiadują tłumy. Nikogo nie dziwi widok policjantów popijających tam leniwie kawę podczas służby. Zamawiamy frappe jest to lokalny produkt – kawa na zimno. Wymyślił ją przypadkowo Dimitris Vakondios. Grecki pracownik Nestle chciał napić się kawy, ale nie miał dostępu do wrzątku, więc zmieszał kawę z zimną woda i kostkami lodu w shakerze. Potrzeba matką wynalazków.

Pełni kofeinowej energii docieramy na wzgórze Likavitos. Otaczają nas drzewka oliwne, drzewka pomarańczy i kaktusy. Warto wylać z siebie siódme poty, żeby dotrzeć na samą górę. Tam zastał nas bardzo ujmujący widok. Starsza kobieta powolnymi ruchami zamiatała teren na szczycie góry przed kaplicą św. Jerzego. Wokół rozciąga się panorama Aten, bardzo dobrze widoczny jest Akropol. Miejsce stworzone do tego, żeby wieczorem przysiąść i sączyć wino. Najlepiej według starożytnej greckiej tradycji sympozjonów – rozcieńczone z wodą w stosunku 1:2.

 

IMG_3648

 

IMG_3600

 

Jak Ateny to i Akropol. Archeolog może poczuć się tam jak ryba w wodzie. Może, jeśli przyjdzie tam z samego rana – my czujemy się jak igła w stogu siana. Ilość turystów zabija magię miejsca. Oczami wyobraźni staram się cofnąć do V wieku p.n.e. i poczuć rytm życia. Nic z tego. Bum. Jakiś turysta ze zorganizowanej wycieczki nadepnął mi na stopę. Nie zamierzam zanudzać opisem wszystkich budynków, które tam znajdziecie. To jak czytać co znajduje się na wystawie w Luwrze. Lepiej to po prostu zobaczyć.

Zmęczeni spacerami jedziemy na Monastiraki. Jest to dzielnica, na której można kupić właściwie wszystko. Upominki, warzywa, owoce, souvlaki… czego dusza zapragnie. Ja mam ochotę na smoothie. Pyszne i gasi pragnienie. Rozglądamy się za jakimiś drobiazgami w butikach i idziemy odpocząć na głównym placu. Monastiraki to taki kogel mogel, miesza się tam Europa i Afryka, serdeczność i cwaniactwo, tradycja i nowe trendy. Nawet religia, bo z jednej strony stoi kościół Pantanassa, a z drugiej meczet Tzistarakis. Wokół gwar turystów i miejscowych zmieszany z dźwiękiem silników z okolicznych ulic.

 

IMG_3812

 

IMG_3818

 

Wieczorem udajemy się na plażę miejską. Z centrum dojeżdżamy na nią tramwajem. Plaża jest ładna, ale Zatoka Sarońska nie ma takich wód jak Zatoka Agrolidzka koło Nafplionu. Morze ma brzydszy kolor i jest trochę chłodniejsze. Siadamy pod palmą i sączymy piwko. Relaks. Resztę wieczoru spędzamy z Christosem, rozmawiamy do późnego wieczora.

 

IMG_3886

 

Rano żegnamy się z naszym gospodarzem. Znowu zwiedzamy Ateny od 6:30 rano. Kierujemy się do dzielnicy Exarcheia. Od kilkudziesięciu lat jest opanowana przez anarchistów. Dzielnica przypomina o czasach buntu przeciwko juncie czarnych pułkowników i o czasach zamieszek z 2008 roku, kiedy zastrzelono tam 15-letniego Alexandrosa Grigoropoulosa. Wszędzie widzimy lewicowe i anarchistyczne hasła w formie graffiti, plakatów albo transparentów. Siadamy na głównym placu. Na okolicznych ławkach śpi kilka osób. Nad nami wisi transparent z hasłem ,,Mes por la tierra y contra el capital”. Ulice są całe w graffiti, na chodnikach widać rozbite butelki po alkoholu. W takim otoczeniu znajduje się muzeum narodowe. Miejsce, w którym oglądamy korelaty starożytnych kultur. Mam nieodparte wrażenie kontrastu.

 

 IMG_3905

 

IMG_3903

 

Coraz mniej czasu dzieli nas od wylotu z Grecji. Przez centrum jedziemy zobaczyć parlament, przy okazji łapiąc się na przejście członków warty honorowej. W pobliżu znajduje się Ogród Narodowy. Spędzamy tam ponad godzinę, a można jeszcze więcej. Zmęczeni spacerem i palącym słońcem siadamy na ławce. Nagle z krzaków wyłania się nowy kompan. Udał się akurat na posiłek, więc nie ma co mu przeszkadzać.

 

IMG_3878

 

IMG_4022

 

Trzy dni eposu helleńskiego. Peloponez i Ateny. Plaże, muzea, ruiny starożytnych kultur, nowi znajomi i nowe doświadczenia. Jedyne pieniądze wydane na miejscu poszły na paliwo, bramki autostradowe, bilety na metro i jedzenie. Wejściówki do wszystkich atrakcji kulturowych typu Akropol są w Grecji bezpłatne dla studentów z Unii Europejskiej. Zaoszczędziliśmy na tym majątek, który straciliśmy na paliwo i bramki autostradowe. Dziś Ateny nie są już ospałym koniem z sentencji Sokratesa. Dzisiaj jest to dynamiczna, europejska stolica, ospałego konia możecie poszukać w małych miejscowościach rozsianych po Peloponezie.

 

Koszty na osobę:

Bilety Warszawa Modlin – Ateny -250 zł

Samochód, paliwo, bramki – 150 zł

Jedzenie – 100 zł

Wejściówki – 0 zł

Noclegi – 0 zł

Ten sam wypad słabszymi oczami widziany i o wiele bardziej ironicznym piórem spisany:

Grecja. Trzydniowa odyseja.

4 myśli na temat “Epos helleński czyli 3 dni na Ateny i Peloponez

  1. Super jest ten wysprejowany samochód. Fajnie byłoby się takim wybrać na długą podróż po odległych zakątkach Europy 😀

Dodaj komentarz