Bośnia i Każdegowina – o tym gdzie jest i dokąd zmierza bałkański bękart

Bośnia i wojna. Słowa połączone ze sobą niemal organicznie. W lipcu po raz dwudziesty czwarty Bośniacy przypomną Serbom krzywdę największego ludobójstwa od czasów II wojny światowej. Serbowie pewnie znów stwierdzą, że to sfabrykowany mit. Wojna skończyła się pyrrusowym zwycięstwem każdej ze stron.  Jak dziś żyje się w Bośni?

 

O wojnie w Bośni pisało już wielu dziennikarzy, korespondentów wojennych i reporterów. Pochodzący z zachodu naoczni świadkowie tej tragedii często chcą naiwnie wierzyć w zwycięstwo humanizmu i pojednania niosącego hasła demokratycznej wolności. Koniec wojny nie rozwiązał jednak węzła gordyjskiego. Okupiony niezadowoleniem i poczuciem krzywdy kompromis nie dał satysfakcji żadnej ze stron, a napięcia wciąż są wyczuwalne, szczególnie w czasie kolejnych kampanii wyborczych. Do Bośni poleciałem z zamiarem krótkiego wypoczynku, a wracałem zmęczony problemami poznanych ludzi. Problemami, których nie potrafią rozwiązać, a ja zaczynałem je rozumieć.

 

Bośnia (nie)turystycznie

Samolot ląduje na płycie pasa startowego z kawiarnią, sklepem wolnocłowym i kontrolą graniczną. Lotniskiem bym go nie nazwał, chociaż faktycznie latają stąd i przylatują tu samoloty. To flota tylko jednej linii lotniczej. Tuż przed odlotem i po przylocie personel ustawia się na miejsca. Wyglądają jak aktorzy amatorskiej trupy kiedy w pośpiechu zajmują miejsca na swoich stanowiskach. Pracownicy służb celnych kończą dopalać papierosy, ale dym wciąż wisi w dusznym hallu. Drzwi do sklepu wolnocłowego nie chcą się otworzyć, więc wśród personelu zapanowało poruszenie. Jeden z aktorów nie może zagrać swojej roli. Zmierzamy do wyjścia. Wypożyczalnia samochodów znajduje się 100 metrów za wjazdem na lotnisko. Google tłumacz pomógł ekspedientce wytłumaczyć zasady najmu. Oczywiście wszystko jest nie tak: samochód większy (to akurat dobrze), ale zatankowany do połowy (to akurat źle) na co jedyną reakcją jest wzniesienie ramion i szeroki uśmiech blondynki z prowincjonalnych dowcipów.

 

Południowa Bośnia

.

Tuzla

To nie jest miejsce dla turystów. Wcale nie dlatego, że jest tam niebezpiecznie, bo nie jest. Tam po prostu nic nie ma. Rynek, kilka knajpek, jezioro. Przynajmniej turystów nie ma zbyt wielu. To paradoks bycia turystą, ale nic nie drażni nas w podróży tak jak nasze kolejne klony. Młodzi, ciekawi świata, z bagażem na plecach i aparatem przewieszonym przez ramię. Tylko… tylko tam nic nie ma, więc nie ma i nas.

Droga w kierunku Mostaru jest kręta i dziurawa. Prawie urywam zawieszenie na niezaznaczonym progu zwalniającym. Nie przejmuję się tym, w końcu prowadzę najlepsze auto na świecie – samochód z pełnym ubezpieczeniem. Po czterech godzinach docieramy do Mostaru. Plątanina wąskich uliczek nie zachęca do dalszej jazdy. W centrum mamy zresztą zarezerwowany pokój.

 

Mostar – w kierunku normalności?

Dom z otwartym gankiem został zaadaptowany na potrzeby turystów. Zajmujemy pokój na piętrze, obok mieszka młoda para z Czechosłowacji (tak opisuje nam ich Amila, właścicielka guesthouse’u). Oprócz sektora finansowego i produkcji metali, turystyka to główne zajęcie mieszkańców Mostaru. Jedni prowadzą wycieczki, inni sprzedają podrabiane okulary przeciwsłoneczne, jeszcze inni skaczą ze Starego Mostu kiedy tylko zbierze się wystarczająca liczba gapiów, którzy zrzucą się na taki skok. Piękne mosty, zabytkowa zabudowa, dużo zieleni. Mostar wiosną to prawdziwa perła, która jednak nie zrujnuje nam budżetu. To niesamowite, że w jednym kadrze aparatu mieszczę tu zabytkowy most, cerkiew i minarety pobliskich meczetów. To Bośnia na jednym zdjęciu. Piękna i zróżnicowana.

 

Mostar

 

Im dalej na południe od Mostaru tym gęściej powiewają chorwackie flagi. Zatrzymujemy się w miejscowości Blagaj. Wizytówką tego miejsca jest piękny klasztor, przy którym rzeka Buna wypływa z pobliskich skał. Nie wiem czy warto zwiedzać klasztor. Spędzamy czas naprzeciwko. Słońce, ławka i pocztówkowy widok. A najlepsze w tym jest to, że jesteśmy sami. Dlaczego u licha nikt tu nie dociera? Czasem najlepsza perspektywa umyka nam bezpowrotnie.

 

Blagaj

 

 

Odjeżdżamy w kierunku wodospadów Kravica. Narodowy rezerwat przyrody pobiera opłatę za parking i wejście na jego teren. Wrażenia są warte każdej złotówki. Cała południowa część Bośni wygląda jak wielki park krajobrazowy. Moim zdaniem to najładniejsze miejsce kontynentalnej Europy. Z południa ruszamy jednak w kierunku stolicy kraju, czyli doświadczonego okrutną wojną Sarajewa.

 

Wodospady Kravica

 

Počitelj

 

Zniszczony most nad Neretwą, Jablanica

 

Niezabliźnione rany?

System polityczny w Bośni przysparza mnie o ból głowy. Na mocy układu pokojowego zawartego w Dayton, kraj podzielono na trzy jednostki administracyjne: Federację Bośni i Hercegowiny, Republikę Serbską oraz znacznie mniejszy Dystrykt Brczko. Kraj zamieszkują Boszniacy, Chorwaci i Serbowie. Poprawność polityczna każe rozróżniać Boszniaków od Bośniaków. Ci pierwsi to południowosłowiańska grupa etniczna, a ci drudzy to wszyscy obywatele Bośni i Hercegowiny (w której oprócz Boszniaków żyją też Chorwaci i Serbowie). W latach 1992-1995 miał tu miejsce jeden z najokrutniejszych konfliktów od zakończenia II wojny światowej. Dokładne dane są niejednoznaczne, ale szacunki wskazują nawet na 200 000 ofiar, z czego 10 000 to mieszkańcy Sarajewa. Miasto wygląda jak weteran wojenny. Pełne blizn, skrywające ból i maskujące żal.

 

Panorama Sarajewa. Widok z wioski olimpijskiej

 

Sarajewo – tu wojna określa świadomość

Zniszczenie i tragedia są wpisane w DNA Sarajewa. Z mostu łacińskiego, na którym Gavrilo Princip oddał dwa strzały w kierunku arcyksięcia Ferdynanda, do ulicy Logavina, na której amerykańska reporterka Barbara Demick poznawała życie pod ostrzałem podczas wojny domowej, jest zaledwie 500 metrów. Dziwne uczucie towarzyszy mi kiedy idę w górę stromej ulicy. Łatwo złapać zadyszkę, szczególnie kiedy czuję się jakbym kroczył między duchami rodzin pamiętających piekło okupacji. Tęgi mężczyzna w średnim wieku mija nas obojętnie patrząc przed siebie. Twarz nie zdradza żadnych emocji. On pamięta wojnę. Zastanawiam się gdzie wtedy był, co robił i jak przeżył. Na jednej ulicy mieszkali Bośniaccy muzułmanie i Serbowie, bogaci i biedni, wykształceni i prości ludzie. Nie ma po nich śladu. Teraz stoi tu hotel, w pobliżu jest także komisariat policji.

 

Most Łaciński

 

Logavina – miejsce akcji książki W oblężeniu. Życie pod ostrzałem na sarajewskiej ulicy

 

Logavina – widok ogólny

 

Za godzinę spotykamy się z Edinem. Jego historia jest pogmatwana tak jak historia tego miasta i całego kraju. Artystyczna dusza, aktywista wolnościowy, zagorzały zwolennik społeczeństwa obywatelskiego, student, gej. Nie wiem, która z tych tożsamości definiuje go najbardziej. Wychował się w zamożnej i wykształconej rodzinie bośniackiej. Przez lata mieszkał w serbskiej części kraju. Biegle włada dwoma językami. Mieszka ze swoim partnerem w wynajętym mieszkaniu na blokowisku, które mogłoby znajdować się w każdym innym mieście Europy środkowowschodniej. Tyle, że znajduje się w Sarajewie, a Edin tworzy związek z Serbem. Trudno zaistnieć im w społeczeństwie, gdzie ponad 80% ludzi opowiada się przeciwko osobom homoseksualnym, a równie wielu Boszniaków przeciwko Serbom. I tak obaj pchają swój wózek, trochę razem, a trochę osobno.

 

– Dobra, widzę, że lubisz to miasto, ale lepiej powiedz co Cię wkurza w Sarajewie? – zagaduję gospodarza.

– Obwinianie każdego o wszystko, podziały, nienawiść, wieczne niezadowolenie. Wciąż tkwimy w starych konfliktach.

– To jak żyją tu Boszniacy, Serbowie i Chorwaci?

– Wiadomo, że Boszniacy z Chorwatami nienajgorzej. Ale zobacz, zbliża się rocznica masakry w Srebrenicy. Wystarczy, że spojrzysz na portale społecznościowe. Od razu zrozumiesz jak wiele nienawiści tkwi w tych młodych ludziach, moich rówieśnikach albo jeszcze młodszych chłopakach. Oni nawet nie pamiętają wojny, ale nawołują do pozabijania Serbów.

– Wiesz, antagonizmy narodowe to przewlekła choroba. Popytałbyś w Polsce o Rosjan lub Niemców…

– Heh, czasem mam wrażenie, że to sport narodowy na Bałkanach.

– To nie myślałeś, żeby wyjechać? – dopytuję Edina.

– Myślałem i myślę, ale to melodia przyszłości. Póki co zostaje mi tylko Bośnia.

 

W Sarajewie znacznie lepiej niż na południu Bośni widać rozmiar wojennej tragedii. Ślady po kulach na budynkach, czy tunel pod lotniskiem, łączący podczas okupacji dzielnicę Dobrinja z Butmirem, to obraz tak samo prawdziwy jak piękna panorama z olimpijskiej wioski czy orientalny bazar Baščaršija.

 

Tunel pod lotniskiem, Sarajewo

 

Wioska Olimpijska

 

Opuszczony tor bobslejowy

 

Którędy i dokąd?

Bośnia jest rozdarta między trzy państwa, między trzy religie, między różne strefy wpływów ideologicznych i kulturowych. Starsze pokolenia wciąż biegle mówią po niemiecku. Jeszcze dwadzieścia lat temu jedynie ucieczka do RFN mogła pozwolić na godne życie. Młodsze pokolenia uczą się też angielskiego. Czują potrzebę zmiany – widać to w rozpaczliwych zamieszkach z 2014 roku, czy protestach z 2018 roku, gdy policja rozpędziła pokojową manifestację w Sarajewie. Czy jednak zmiany są możliwe, a społeczeństwo weźmie sprawy w swoje ręce? A może pozostanie status quo i dalej sytuacja Bośni to wina każdego – Serbów, Amerykanów, Unii Europejskiej i NATO – ale nie samych Boszniaków? Na pewno dziś to kraj bezpieczny, ale tylko ślepiec nie dostrzeże buzujących tam temperamentów aż trzech narodów. Dla turysty to kraj pięknej przyrody, majestatycznych zabytków i wielu emocji, które nie pozwalają przejść obojętnie. A bohaterowie tego dramatu wciąż mieszkają obok siebie…

 

25 lat temu w tym miejscu słychać było strzały karabinów snajperskich i echa bomb. Dziś ćwierk ptaków i długie, spokojne rozmowy

Dodaj komentarz