Fuerteventura zimą – czyli z plecakiem wśród wczasowiczów

 

Fuerteventura zimą daje świetną okazję na rozgrzanie zmarzniętych kości. Co jednak z tymi, dla których priorytetem jest zwiedzanie? Czy słoneczna aura, wysoka temperatura i piękne plaże to wszystko czym można cieszyć się na tej pustynnej wyspie?

 

 

_

Bilety za 130 zł…

Nie planowałem tego wyjazdu. Mając w perspektywie najbliższych kilku miesięcy weekend w Norwegii i podróż do Iranu pomyślałem, że to i tak za wiele na nasz budżet. Wtedy dzieje się to co zawsze. Klik, pstryk, klik i na maila przychodzą bilety z Gdańska na Fuerteventurę za 130 złotych.

Nie bądźmy naiwni. Fuerteventura to przede wszystkim świetny turystyczny biznes. To nie jest miejsce, w którym jeździ się poznawać kulturę czy podziwiać architekturę. Fuerteventura zimą to przede wszystkim miejsce na plażowy wypoczynek. Nic dziwnego, skoro przez cały rok jest tam słonecznie i ciepło. Nie rezygnując z plażowych walorów, uparliśmy się, że odnajdziemy na wyspie coś więcej. Absolutnie nie mieliśmy wówczas pojęcia co to będzie.

 

 …więc haczyk musi być!

Poranny lot mamy z Gdańska na Wyspy, tyle że brytyjskie, a nie kanaryjskie. Kombinowany lot na Fuerteventurę daje nam kilka godzin na angielskie zakupy i zwiedzenie Luton. Nie jest to Londyn czy Liverpool, ale i tak warto przespacerować się po centrum, czy wstąpić do któregoś z muzeów. Na miejscu są też słynne sklepy „wszystko za funta”, więc nawet wliczając koszt dojazdu warto dojechać z lotniska do centrum. Dla głodnych i niecierpliwych niespełna pół godziny pieszo z lotniska znajduje się KFC z dużymi porcjami i niskimi cenami. Warto.

Lądujemy na Fuerteventurze. Kilka godzin lotu i zamiast czapki, kurtki i półbutów, są sandały, t-shirt i okulary przeciwsłoneczne. Wynajmujemy samochód i ruszamy w kierunku La Lajita. Tłoczno bywa jedynie w miastach, ale o korkach i tak nie ma mowy. Jedzie się szybko i bezpiecznie. Czasem na drogę wyskakują kozy, których na wyspie jest ponad 50 tysięcy.

 

Droga na południu wyspy

 

Typowy krajobraz na Fuerte

 

Drogi bywają strome, kręte i wąskie

 

Lokalnie, czyli?

Docieramy do La Lajita. Małe miasto, w którym prawie nie ma ruchu turystycznego. Trudno powiedzieć, że czas się tam zatrzymał, ale na pewno jest tu dużo spokojniej niż w Morro Jable czy Costa Calma. Zimą słońce szybko zachodzi i wcześnie się ściemnia, więc pora na odpoczynek. Spacerując docieramy na plażę. Niewiele widać, ale szum morza natychmiastowo wprawia nas w dobry nastrój. Jak plaża i odpoczynek to nie może zabraknąć piwa. Lokalna marka o nazwie Tropical to całkiem przyzwoity lager. Po piwo idę do pobliskiej knajpy. Krajobraz jak w westernie. Niskie budynki o otwartym wejściu – brakuje tylko wahadłowych drzwi. Ze środka dociera przytłumiony gwar. Wchodzę do środka i nagle nastaje cisza. Znad kufli spogląda na mnie kilkanaście par oczu. Podchodzi kelner.

– Dos cervezas por favor.

– Quieres vasos?

– De nada, gracias.

– Vale.

Odbieram piwa, a gwar wraca do wcześniejszego porządku. Śmieję się jak głupi do sera, ale ta cała scenka była jakby żywcem wyjęta z jakiegoś kiepskiego filmu sensacyjnego. Dałbym mu tytuł: Muerto por dos cervezas.

 

Fuerteventura czasem pozwala poczuć się jak w Meksyku…

 

La Oliva

 

Achtung, ich bin nackt!

Coś w tym jest, że różne narody upodobały sobie miejsca na wakacje. Polacy uwielbiają Chorwację, Rosjanie latają na Cypr, a Niemcy postanowili wypoczywać akurat na Wyspach Kanaryjskich. Obok Costa Calma wybudowali nawet swoją prywatną klinikę, z kolei w kawiarni z szyldem „Wilkommen” na Morro Jable hiszpańska obsługa przywitała nas po niemiecku. Można powiedzieć, że to zupełnie normalna sprawa, że wolny rynek itd. Wszystko fajnie, ale osobom o wrażliwszym poczuciu estetyki mogą przeszkadzać skłonności do negliżu naszych zachodnich sąsiadów. Im plaża większa, tym większa szansa, że trafimy na emeryta, który w stroju Adama pręży się w kierunku bezkresu oceanu albo wesoło paraduje po piasku. Gwoli ścisłości oficjalnie nie są to plaże nudystów, ale na to już nikt uwagi nie zwraca.

 

Playa de Sotavento

 

Playa de Sotavento, która na jednym odcinku udaje Karaiby

 

Niektóre plaże to raj dla surferów

 

Fuerteventura to taka dziwna wyspa. Należy do europejskiej Hiszpanii, a leży obok afrykańskiego Maroko. Na miejscu pełno jest Niemców i Anglików, a krajobraz niektórych miejsc przywodzi na myśl Meksyk. Między innymi dlatego wsiedliśmy w wynajęty, francuski samochód i postanowiliśmy zwiedzić północną część tego kosmopolitycznego tworu pod hiszpańską banderą.

 

Autoreisen – wypożyczalnia, którą rekomenduję w ciemno!

 

Plaże fajne, ale gdzie są miasta?

Wypoczynek na ciepłej plaży z lazurową wodą to największy skarb jaki oferuje Europejczykom Fuerteventura zimą. Największy, ale nie jedyny. Kilka miast z zabudową sięgającą XV wieku i surowe, górzyste krajobrazy to wystarczająca zachęta ku podróży na północ wyspy. Zatrzymujemy się w miejscowości La Oliva. Dom wielorodzinny z końca XIX wieku i pustynny krajobraz. Noce są chłodniejsze, a wiatr jakby silniejszy. W ciągu dnia łatwo o tym zapomnieć, bo żar z nieba daje się we znaki. W naszej bazie noclegowej znajduje się kilka historycznych obiektów m.in. Casa de Los Coroneles czy zabytkowy kościół położony na centralnym placu. Jeden kościół, dwie knajpki, trzy sklepy. Kilkadziesiąt mieszkań w zwartej zabudowie przy głównej ulicy, może z sześciuset mieszkańców. Czas płynie wolniej.

 

Czy nie ładniejsze to od zielonych tabliczek z białymi napisami?

 

W okolicy La Oliva, na wzgórzu znajdują się dwa historyczne wiatraki. Łaciate, jak większość budynków w regionie. Trudno znaleźć właściwą drogę na miejsce, ale warto się pomęczyć. Miejsce jest zjawiskowe.

Prawdziwa perła architektury wyspy to historyczna stolica Betancuria. Białe elewacje budynków, otoczonych wzgórzami, dużo zieleni, na którą składają się nieliczne kwiaty, liczne kaktusy i aloesy. Niestety lokalne agencje turystyczne organizują tu wycieczki dla hotelowych gości z kurortów, przez co miasteczko momentami może być przeładowane.

 

Betancuria

 

Betancuria

 

Jeśli szukasz miejsca, w którym odpoczniesz od polskiej zimy, nie opuszczając (do końca) naszego kontynentu to wybór jest oczywisty. W zestawie czekają wspaniałe widoki, piękne plaże, klimatyczne miasta. Całość w całkiem rozsądnych cenach.

 

Jeden z dwóch bliźniaczych wiatraków, okolice La Oliva

 

Porady praktyczne

 

Jeśli czytasz ten wpis wyłącznie w poszukiwaniu konkretnych porad przed odwiedzeniem wyspy i chcesz wiedzieć jakie atrakcje ma dla nas Fuerteventura zimą, pełne info znajdziesz poniżej:

 

Miasta:

– La Lajita – pozbawiona turystycznego zgiełku i autentyczna miejscowość położona na południu wyspy. Na miejscu znajduje się nieduża plaża, przy której zlokalizowany jest kameralny bar. Kilka niedużych sklepów i bankomat uzupełniają infrastrukturę.

– Morro Jable – kurort o mało atrakcyjnej architekturze, ale całkiem ładnej plaży i długiej promenadzie, sprzyjającej rodzinnym spacerom. Dobre miejsce na odpoczynek dla rodzin.

– Pájara – bardzo ładnie usytuowana miejscowość, znajdująca się w centralnej części wyspy. Klimatyczne miejsce, w którym warto spędzić kilka chwil.

– Betancuria – historyczna stolica wyspy o pięknej XV-wiecznej architekturze. Wokół historycznej zabudowy jest dużo zieleni, kilka kawiarenek i sklepów z pamiątkami. W budowie jest muzeum archeologiczne.

– Puerto del Rosario – stolica wyspy i najlepsze miejsce, które skutecznie przypomni nam, że wokół toczy się normalne życie – centra handlowe, korporacje, usługi itd. Z uwagi na bliskość lotniska, jest to idealne miejsce na zakupy przed lotem powrotnym.

– Antigua – urokliwe miasto o pięknej zabudowie. Warto zatrzymać się na chwilę.

-Vega de Rio Palmas – miasteczko/wieś, w którego centrum znajduje się piękny kościół i kilka urokliwych ulic. A naprzeciwko kawiarnia, do której trzeba zajść na espresso ze skondensowanym mlekiem.

– Los Lagos i El Cotillo – dwie miejscowości, które w zasadzie ze sobą graniczą. Kurorty w północno-zachodniej części wyspy raczej nie wprawią w zachwyt. Koło supermarketu Dino znajdziesz lodziarnie, w której sprzedają przepyszne szejki.

– Corralejo – portowa miejscowość turystyczna z bardzo ładną plażą. Stąd wyruszają promy na Lanzarote i Lobos (a czy warto ją odwiedzić dowiesz się tutaj).

 

Vega de Rio Palmas

 

Najważniejsza kobieta na świecie w Vega de Rio Palmas

 

Plaże:

– Playa de Sotavento – położona na Półwyspie Jandia piaszczysta plaża. Drobnoziarnisty piasek, lazurowa woda stanowią jej wyjątkowe walory. Dużo miejsca na intymny odpoczynek przyciąga także naturystów. Według wielu internautów uznana za najładniejszą plażę na wyspie. W pełni się pod tym podpisuje.

– La Concha – potężne fale i kamieniste, powulkaniczne wybrzeże. Przyjemne miejsce na spacer. Niedaleko znajduje się także piaszczysta plaża.

– Costa Calma – wczesnym rankiem podczas odpływu wyjątkowo szeroka plaża, przed którą znajduje się pełna infrastruktura turystyczna i kompleks hotelowy.

– Corralejo – najładniejsza miejska plaża na wyspie.

– Ajuy – na koniec coś nietypowego czyli plaża z czarnym, wulkanicznym piaskiem. Jeżeli nie wybieracie się na Lanzarote, to warto zobaczyć zbliżony krajobraz.

 

Wybrane punkty widokowe:

Astronomical viewpoint Sicasumbre.

– Mirador del Risco de las Peñas.

– Viewpoint Betancuria.

– Mirador de Guise y Ayose.

– Mirador de Vallebrón.

 

 Noclegi:

To najdroższa część całego wyjazdu. Jeśli nie brakuje Ci odwagi, może warto wybrać namiot?

– La Lajita – Chabela’s B&B – sympatyczna i bezproblemowa obsługa. Czysto i bardzo kameralnie.

– La Oliva – Rural Casa del Cuartel – zabytkowy dom wielorodzinny z końca XIX wieku. W cenie własne patio, sypialnia, salon, kuchnia, hall, łazienka, świeże owoce i wino.

 

Zakupy: W każdej miejscowości znajdują się duże i małe sklepy spożywcze i wielobranżowe. Polecamy zakupy w marketach Dino lub Spar. Pamiątki wszędzie są w podobnej cenie, ale najładniejsze znaleźliśmy w Betancuria. Kupicie tam także świetne kremy do rąk z aloesem!

 

Restauracje, kawiarnie: w kawiarniach trzeba koniecznie spróbować espresso z mlekiem skondensowanym, a w restauracjach posmakować naleśników wytrawnych z serem.

 

Wypożyczalnie samochodów: Można skorzystać z usług znanych europejskich/światowych korporacji, ale prawdziwy lider jest tylko jeden: Autoreisen. Wypożyczalnia z obsługą na wysokim poziomie i bezkonkurencyjnymi cenami. Każdy samochód ma pełne ubezpieczenie (z wyłączeniem opon i szyb, które można dodatkowo doubezpieczyć). Łączny koszt najmu na 5 dni, to 250 złotych.

 

Loty: Można wybrać się tam każdym czarterem, ale najtańsze tradycyjnie są oferty przesiadkowe. Dla mieszkańców Polski północnej szczególną uwagę warto zwrócić na loty łączone: Gdańsk – Londyn (Luton) – Fuerteventura. Przerwa między połączeniami zajmuje jakieś pięć godzin – wystarczająco dużo czasu, żeby przejechać się do centrum miasta.

 

Koszt 5-dniowego wyjazdu to 1000 zł na osobę.

Jedna myśl na temat “Fuerteventura zimą – czyli z plecakiem wśród wczasowiczów

Dodaj komentarz