Macedonia – cztery noce na bałkańskim szlaku

,,To prezent na gwiazdkę ode mnie – bilety z Norymbergii do Skopje” usłyszałem. Cóż, nie chciałeś znaleźć Bałkanów, Bałkany znajdą Ciebie. Macedonia: Skopje i Ohrid. Skopje to najtańsza stolica Europy, Ohrid to kolebka słowiańskiej kultury. W całej Macedonii nie ma ani jednego McDonald’sa, jest za to bogata, lokalna kultura. Ale zaczynamy od… Niemiec!

Prolog

Środek lutego, środek nocy, czekamy na środek lokomocji i marzymy, żeby już znaleźć się w środku. Mróz robi swoje. Droga z Poznania do Berlina to pierwszy etap wyjazdu. Mija szybko. Na ZOB wysiadamy z Simple Express i wsiadamy do Mega Busa. Wszystko nam jedno, chcemy już być w Norymberdze. Po sześciu i pół godziny zatrzymujemy się na miejscu. Przed wyjazdem pisałem do 10 hostów, ale nikt nie chciał nas przygarnąć. Pozostał hostel, znajdujący się nieopodal przystanku Mega Busa. Hostel tak jak cała Norymberga do tanich nie należał. Ale to jego najmniejszy minus. Czekaliśmy kwadrans zanim ktoś raczył wydać nam klucze. Potem okazało się, że trzeba jeszcze dopłacić za pościel. A w pokoju oprócz nas dwóch facetów, którzy byli obleśni. Szczegółów Wam oszczędzę.

Myślę, że Norymberga zasługuje na osobny wpis, więc jej atrakcje takie jak dom Dürera, zamek, kościół NMP, czy  Nürnberger Bratwürste opiszę przy okazji.

 

IMG_6392

Skopje – stolica pomników

Do stolicy Macedonii przylecieliśmy późnym wieczorem. Kupiliśmy bilet na tani autobus do centrum, a stamtąd skierowaliśmy się do hostelu. Oczywiście, żeby nie było tak pięknie, nie mogliśmy ustalić kierunku, w którym trzeba się udać, żeby dostać się na miejsce. Pomógł nam zaczepiony przechodzień, który wsadził nas do taksówki, a kierowcy wytłumaczył gdzie ma jechać. No i jesteśmy. Jak na luty jest całkiem ciepło – ponad 10 stopni. Idziemy na nocny spacer do centrum. Miasto jest bezpieczne chociaż od razu można poczuć, że to Bałkany. Ślady wojny, kryzysów gospodarczych, trzęsienia ziemi, znaki czasu znajdują się na każdym kroku. Naszą uwagę zwraca architektura dzielnic oddalonych od centrum, która wywołuje odczucie nieładu, bałaganu lub w najlepszym wypadku planowanej dowolności. W zasadzie dzielnice mieszkaniowe w całej Macedonii wyglądały podobnie.

 

IMG_6548

Skopje wygląda jakby zaczęło budować zabytki. Tak, oni tworzą zabytki. Bo jak inaczej mam nazwać wznoszone budynki, które wyglądają jakby zaprojektowano je w okresie neoklasycyzmu? Poza tym pomniki. Wszędzie są pomniki.  Czasami wyglądają majestatycznie a czasami groteskowo.

 

IMG_6554

Stolicę Macedonii na część muzułmańską i chrześcijańską symbolicznie oddziela rzeka Wardar. Uważam, że to co oryginalne i stare, nawet jeśli brzydkie to jest piękne. Tak było właśnie z dzielnicą muzułmańską. Carsija ma unikatowy klimat. Wąskie uliczki, bazary, meczety, restauracje. Głodni najpierw próbujemy baklavy, nie mam pojęcia dlaczego nazywa się Angela Merkel. Niemiecki duch dopadł nas na Bałkanach. Po dalszym spacerze jemy obiad w restauracji Destan, którą poleca Robert Makłowicz. Wie co mówi, to tania i lokalna kuchnia, niebo w gębie.

 

IMG_6957

IMG_6955

Po drugiej stronie rzeki Wardar wrażenie robi plac, w którego centralnej części znajduje się pomnik Aleksandra Macedońskiego. Oficjalnie to pomnik jeźdźca na koniu. Oficjalnie, bo budowę pomnika Aleksandra Wielkiego Grecy uznają za kradzież części ich dziedzictwa i historii. Jak wielkich sporów ów pomnik by nie wywoływał, trzeba przyznać, że robi wrażenie. Podobnie jak setki innych pomników. Najciekawsze znajdują się na mostach. Jeden jest poświęcony postaciom historycznym związanym z Macedonią, drugi artystom. Widać, że budowa tożsamości narodowej wre!

 

IMG_6949

IMG_6929

IMG_6858

IMG_6862

IMG_6889

Warto dodać, że w Skopje urodziła się Matka Teresa z Kalkuty, której poświęcony został dom pamięci znajdujący się nieopodal centralnego placu.

 

IMG_6914

Łapie nas deszcz, a my łapiemy taksówkę. Źli, mokrzy, zrezygnowani pytamy kierowcę czy zawiezie nas pod wskazany adres. Mamy wsiadać. Niestety cwaniak próbuje nas naciągnąć i jedzie w złym kierunku. Nie wiem na jakiej taryfie się przejechaliśmy, ale wiem, że w złym kierunku. Każemy mu zatrzymać rydwan oszustwa, rzucam w niego pieniędzmi, trzaskam drzwiami i… dalej mokniemy. Tyle, że jesteśmy jakieś 500 metrów bliżej niż 10 minut temu.

Kiedy przemoczeni do suchej nitki docieramy do hostelu humor poprawia nam gospodarz. Częstuje nas domowej roboty rakiją, która rozgrzewa nas błyskawicznie. Spędzamy trochę czasu na rozmowie, bardzo miły człowiek. Osuszeni ruszamy do centrum dać Skopje jeszcze jedną szansę. Rano ruszamy do Ochrydy.

 

Ohrid – perełka Macedonii

Do Ochrydy pragnęliśmy dostać się pociągiem, głównie z uwagi na malownicze tereny, które kolej mija po drodze. Niestety spóźniamy się na pociąg, więc pozostaje pokornie poczekać na najbliższy autobus. Przejazd zajmuje kilka godzin. Im bardziej na południe tym więcej krętych, wąskich dróg usytuowanych wysoko w górach. Pięknie.

W Ochrydzie popełniamy błąd i zamiast wysiąść w centrum pojechaliśmy na dworzec. Nie ma tego złego, fundujemy sobie spacer. Podobnie jak w Skopje mieliśmy problem ze zlokalizowaniem naszego noclegu. Po drodze zagadaliśmy starszego, kulejącego pana, który uparł się, żeby nas odprowadzić. Spacer trochę nam zajął, ale pokój, który wynajęliśmy przerósł nasze najśmielsze oczekiwania.

 

IMG_6763

Gospodarz w Ohrid podobnie jak ten w Skopje, stanął na wysokości zadania. 10 minut rozmowy i wiemy co zwiedzić, gdzie zjeść itd.

Oczywiście nasz główny cel to Cerkiew św. Jana Teologa. Po drodze serwujemy sobie spacer po mieście. Zdecydowanie Ohrid ma niepowtarzalny klimat, jest tu spokojnie, malowniczo, majestatycznie. Obiad jemy w jednej z restauracji w centrum, koszt za główne danie i piwo to około 16 złotych. Widok na jezioro i góry gratis.

 

IMG_6570

IMG_6567

IMG_6697

IMG_6670

Poza wspomnianą cerkwią w Ochrydzie koniecznie trzeba zwiedzić ruiny zamku, warto także zatrzymać się przy starożytnym amfiteatrze. Przyjemnie jest spędzić czas nad brzegiem jeziora, ale jeszcze lepiej wejść na wzgórze i podziwiać panoramę.

 

IMG_6601

IMG_6616

IMG_6583

IMG_6752

IMG_6733

Po całym dniu spędzonym w Ochrydzie, planujemy następny dzień – stawiamy na Bitolę. O 6 rano wstajemy i udajemy się na dworzec. Ponad dwie godziny ryzykownej jazdy autobusu i wysiadamy w centrum. Bitola, położona kilkanaście kilometrów od granicy z Grecją, to miasto w sam raz na spędzenie tam kilku godzin. Temperatura sięgała nawet 20 stopni. Wokół głównej uliczki znajdują się liczne knajpy, kawiarnie i sklepiki. Po południu wracamy do Ochrydy, dzień później czeka nas podróż do Skopje, a stamtąd powrót do Norymbergii, Berlina, Poznania i wreszcie Torunia, w którym wówczas mieszkaliśmy.

 

IMG_6791

IMG_6770

IMG_6798

W całej Macedonii towarzyszyły nam bezdomne psy. Nie mam pojęcia dlaczego, ale najpierw uczepiły się nas w Skopje, potem w Ochrydzie. Na wieczorny spacer pod Cerkiew św. Jana Teologa wybrały się z nami dwa kundle, które wiernie odprowadziły nas pod wizytówkę miasta, a potem z powrotem do centrum.

Macedończycy są przyjaźni i pomocni. Ceny w miastach zdecydowanie nie należą do wygórowanych. Koniecznie trzeba spróbować lokalnej kuchni, a absolutna podstawa to zobaczenie Skopje i Ochrydy. Oba miasta są urokliwe na swój sposób. Skopje zapamiętaliśmy jako rozwijającą się metropolię z klimatyczną dzielnicą muzułmańską, a Ohrid jako małą enklawę bakpakerów, w której zatrzymał się czas. Macedonia to kwintesencja Bałkanów.

 

Epilog

Podobnie jak początek tak i koniec podróży wiązał się z bawarską perełką. Do Norymbergii przylecieliśmy zmęczeni i przerażeni faktem, że jest rano, że nie mamy pieniędzy i, że odjazd do Berlina jest późno w nocy. Z lotniska pojechaliśmy do centrum. Podobnie jak 4 noce wcześniej zaczęliśmy się szwendać po centrum. Pić! Oboje byliśmy spragnieni, a woda już się skończyła. Niedziela. W niedzielę w Niemczech sklepy są zamknięte. Wszystkie, literalnie. Nie ma, że osiedlowy u Jonasa czy Frosch (znaczy Żabka). Zamknięte to zamknięte. W końcu doszliśmy na stację benzynową i z bólem wydaliśmy 2,5 euro. Mając przed sobą całą noc, a portfelu całe nic, 12 złotych za wodę wydaje się majątkiem.

Przydałoby się znaleźć 10 euro – rozmarzyła się Judyta.

Tak, ale zadowolę się nawet jakimś przyzwoitym i tanim pubem.

W końcu gdzieś trzeba będzie spędzić wieczór. Z braku lepszych pomysłów kręciliśmy się po centrum i szukaliśmy czegoś odpowiedniego. Stajemy przed jednym z pubów. Idę sprawdzić ceny. Nagle nadlatuje na mnie chmura dymu tytoniowego.

Entschuldigung.

– Kein problem.

– Es gibt nichts zu essen – zrozumiałem, ale jak powiedzieć, że chcę tylko pić?

Ich… trinken… entschuldigung, mein deutsch ist nicht gut… Ich komme aus Polen.

– Z Polski, z Niemiec. Żadna różnica.

Tak właśnie poznaliśmy Reinharda. Podchmieloną już ćmę barową. Reinhard okazał się, podobnie jak ja, fanem boksu (przed laty zdobył tytuł mistrza w kategorii średniej na turnieju w Moskwie). Wyglądał na 60 lat. Przypominał trochę Kulczyka. Mam 73 lata zagrzmiał Reinhard. I koniecznie chciał nam to udowodnić wyciągając swój Personalausweis. Dowód osobisty rozwiał wątpliwości 1943 rok. Do portfela przykleiło się 10 euro.

Co to ma być? Pieniądze… Po co mi to, co oni sobie myślą – zmienił się nastrój Reinharda, wziął 10 euro i zamachnął się, żeby je wyrzucić.

Szkoda marnować, lepiej niech pan da komuś potrzebującemu – Reinhard popatrzył na 10 euro jak na nieznany wcześniej przedmiot o nieokreślonej proweniencji.

Masz.

– Nie chcę.

– Idźcie coś zjeść, tam jest dobra turecka knajpa – Reinhard czytał mi w myślach, byliśmy głodni, zmęczeni i brakowało nam 10 euro. Cóż szczęście się do nas uśmiechnęło. Kurtuazyjnie próbowałem jeszcze odmówić, licząc się z tym, że jednak pogłodujemy, ale z ćmami barowymi się nie dyskutuje. Po zjedzeniu dołączyliśmy do Reinharda, spędziliśmy wspólnie kilka godzin w oczekiwaniu na nocne połączenie i ruszyliśmy w kierunku Berlina.

3 myśli na temat “Macedonia – cztery noce na bałkańskim szlaku

Dodaj komentarz