Ormuz i Keszm – naturalne bogactwo południowego Iranu

.

Do Iranu wybraliśmy się na dwa tygodnie. Zwiedziliśmy Teheran, Isfahan, Kaszan i Sziraz. Ale wpadł nam też pomysł, żeby wybrać się na dwie niewielkie wyspy Keszm i Ormuz. Do wyjazdu na południe przekonały nas… kobiety w maskach.

 

Graffiti przedstawiające tradycyjne maski noszone przez mieszkanki południa Iranu.

.

Ormuz Island – wyspa tysiąca barw

W ciągu trzydniowego pobytu na południu planowaliśmy zobaczyć jedynie wyspę Keszm. Plany się jednak pozmieniały dzięki naszym serdecznym hostom w Bandar-e Abbas:

– Najpierw musicie udać się na Ormuz! Pokażę Wam coś – po czym nasz host wyciąga małą fiolkę z piaskiem we wszystkich kolorach tęczy – to jest buteleczka, w której znajduje się piasek właśnie z Wyspy Ormuz.

Długo nie musieli nas namawiać. Następnego dnia rano wyruszyliśmy na Ormuz. Bandar-e Abbas to najlepsze miejsce, z którego można popłynąć na obie wyspy. Prom na Ormuz kosztuje ok. 900 tys. riali (czyli ok. 25 zł). Już po wyjściu z portu zaatakowali nas liczni ,,tuktukowcy” z propozycją obwiezienia nas po wyspie. Nasz kierowca nie mówił po angielsku, ale jak to w Iranie bywa, wszystko da się zrobić. Jak więc dogadaliśmy trasę i cenę? Nic prostszego. Wystarczył telefon do szefa, z którym udało się wszystko ustalić. Dogadaliśmy się na 300 tys. riali za godzinę pracy. Zmieściliśmy się w 3 godzinach. Czas przejazdu zapewne by się przedłużył, gdyby dopisała nam pogoda i nie chcielibyśmy jeszcze tego samego dnia znaleźć się na Keszmie.

Cały dzień padał ulewny deszcz. Pod koniec marca nie jest to typowa pogoda na południu Iranu. Nieprzyjemna aura miała wielką zaletę. Dzięki niej zobaczyliśmy piękno wyspy, które mogłoby nam umknąć przy zalewającym ją słońcu. Czy warto odwiedzić Ormuz? Zdecydowanie tak! Całe szczęście, że daliśmy się namówić na wyjazd na tę wyspę, bo taki wypad wart jest każdych pieniędzy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Keszm– wyspa spalona słońcem

Jeszcze tego samego dnia wzięliśmy prom bezpośrednio z Ormuz na wyspę Keszm (cena była dość porównywalna, do kosztu promu z Bandar-e Abbas na Ormuz). Wybór najpopularniejszego miejsca na nocleg (BNB u Assada) był strzałem w dziesiątkę. Co prawda z portu jechaliśmy do niego taksówką 1,5h (i zapłaciliśmy za to 5,5 euro, sic!), ale za to rodzina, która nas gościła była bardzo sympatyczna i pozwoliła poznać swój styl życia. Ustaliliśmy z Assadem (gospodarzem), plan wycieczki całodniowej na następny dzień. Cena razem z wycieczką wyszła taniej niż na oficjalnej stronie.

Wyspa jest spalona słońcem prawie codziennie. Natomiast my trafiliśmy na jeden z niewielu ulewnych dni w roku. Choć upał dał się nam we znaki dopiero kolejnego dnia. Krajobraz, jak z apokaliptycznej gry komputerowej robi jednak wrażenie. Sami Irańczycy mówią o tej wyspie ,,Inna”. Bo niby jak mieliby nazywać wyspę, w której ludność dalej trudni się rybołówstwem i przemytem, a kobiety są ubrane w kolorowe czadory z maskami? To jest wyspa, na której nie ma cła, a ściąganie produktów kwitnie tutaj na wielką skalę.

 

 

Następnego dnia wyspę zwiedzaliśmy z przyjacielem Assada, Ibrahimem. Bardzo poczciwy człowiek, znający co prawda jedynie podstawy angielskiego, ale i tak potrafił opowiedzieć nam ciekawostki z miejsc, po których jeździliśmy. Dzień zaczęliśmy od jazdy na pace pickup’a i karmienia pasących się wielbłądów. Miło jest oglądać uśmiechnięte zwierzęta w naturalnym środowisku, a nie ich smutne oczy zamknięte w zoo czy cyrku. Następnie z latarkami na czołach oglądaliśmy jaskinię solną i plażę, po której biegały kraby.

 

 

 

 

 

 

 

Po powrocie na lunch do hostelu i odpoczynku, ruszyliśmy dalej. Po chwili jazdy w północno-wschodnim kierunku zatrzymuje nas policja. Ibrahim wraca zasmucony po krótkiej rozmowie z policjantem.

Wejdźcie proszę do samochodu – mówi.
– Czy jest jakiś problem? – pytam.
– Dostałem 500 tys. riali mandatu – odpowiada. Nie muszę dopytywać, że to za nas jadących na pace samochodu. Czujemy się winni.

My zapłacimy za niego, proszę weź pieniądze – nalegam. Kategoryczna odmowa z jego strony. Już chciałem odpuścić, ale przypomniała mi się ich perska etykieta taarof czyli do 3 razy sztuka. Proszę ponownie. Znowu odmowa, choć mniej zdecydowana. Próbuję po raz trzeci, ostatni. Ibrahim się zgadza. Widok jego uśmiechniętej twarzy i wdzięczności rozbroił także nasze serca. Dla nas to 15 zł, a dla niego wizja mniejszego zarobku.

Przejazd łódką po rzece, podziwianie flory i fauny, chodzenie po kanionie, a następnie muzeum statków. Kiedy myślimy, że to koniec atrakcji Ibrahim oświadcza nam, że zabierze nas w jeszcze jedno miejsce. Tak gratisowo, za to, że opłaciliśmy mandat. Widzicie? Dobro wraca, warto być uprzejmym dla innych ludzi.

 

 

 

 

 

Ze względu na intensywne deszcze dzień wcześniej, mieliśmy ominąć tę atrakcję, ponieważ mogła być niedostępna. Palące słońce jednak wysuszyło skutki ulewy i umożliwiło przejście przez nią w godzinach wieczornych. I całe szczęście, ponieważ to zdecydowanie jedna z najfajniejszych atrakcji na wyspie! Chahkooh Canyon, bo o niej mowa, to niesamowita formacja skalna. Trochę tak, jakby się było na innej planecie.

 

 

 

Następnego dnia rano, jeszcze przed odjazdem autobusu do Szirazu, udaliśmy się do miejscowości Laft. Przyznam szczerze, że trudno było rozstawać się z tą wyspą. I choć uważam, ze Ormuz jest nieco ładniejsza, to Keszm ma ciekawy charakter i wspaniałych ludzi. Szczególnie trudno było jednak rozstać się z naszym przewodnikiem, który był naprawdę dobrym człowiekiem, wspierającym także innych.

 

 

Czy warto poświęcić kilka dni na południe będąc w Iranie? Zdecydowanie. Szkoda byłoby to sobie odpuścić. Można powiedzieć, że silne opady jednego dnia pomogły nam dwojako: z jednej strony uwidoczniły piękno wyspy Ormuz, a z drugiej nie naraziły nas na piekielne upały na Keszm. Gdybyśmy zostali dzień dłużej udalibyśmy się także na pływanie z delfinami (niestety opady deszczu wzburzyły wodę i uniemożliwiły nam to), a także do słynnego kanionu Valley of the Stars. Choć Chahkooh Canyon, który zwiedziliśmy także robił ogromne wrażenie. A co ze wspomnianymi kobietami w maskach? Zobaczcie sami!

 

 

Więcej o naszej podróży do Iranu możecie poczytać tu: https://www.brokeontheroad.pl/iran-w-nowy-rok-czyli-inszallah/.

Dodaj komentarz